#RecenzjaKsiążki: Podbój, Elle Kennedy

Podbój, Elle Kennedy, wydawnictwo Zysk i S-Ka

podbójAllie Hayes przechodzi kryzys. Zakończenie studiów zbliża się wielkimi krokami, a ona wciąż stoi przed dylematem, którą ścieżkę kariery wybrać. Na domiar złego leczy złamane serce po rozstaniu z wieloletnim chłopakiem. Dziki seks bez zobowiązań, by zapomnieć, nie jest lekarstwem na jej problemy, ale nie sposób oprzeć się Deanowi Di Laurentisowi, przystojniakowi z drużyny hokejowej. Tylko ten jeden raz, bo mimo że przyszłość rysuje się niewyraźnie, to jasne jak słońce, że nie ma w niej miejsca dla króla jednorazowych numerków.

Lans i pewność siebie nie wystarczy, by ją do siebie przekonać…

Dean zawsze dostaje to, czego chce. Dziewczyny, oceny, dziewczyny, uznanie, dziewczyny… To kobieciarz, zgadza się, i póki co nie spotkał kobiety odpornej na jego wdzięki. Aż poznał Allie… Przebojowa blondynka zawojowała jego świat przez jedną noc – i teraz chce, żeby zostali przyjaciółmi? O nie. To on mówi, kiedy jest koniec. Dean nie ustąpi w pogoni za swoim celem, ale gdy na drodze pojawiają się nieoczekiwane przeszkody, zaczyna się zastanawiać, czy nie nadszedł czas, by przestać zaliczać… a oddać strzał prosto w serce.


„Podbój”, to książka, która spełniła wszystkie moje oczekiwania. Elle Kennedy – raz, po raz udowadnia, że jej kunszt pisarski uwypukla się w każdej powieści jej autorstwa. Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że i w tej czytamy o tym, co najbardziej lubimy w jej twórczości. Humor, genialni bohaterowie, charakter, porządna dawka świetnej zabawy oraz odrobina dramatów.

Jedną z głównych cech książek Kennedy są bardzo charyzmatyczni bohaterowie, którzy wspierają całość historii, są jej konstrukcją i wciągają powieść na wyższy level zajebistości Bez bohaterów, sama akcja (która jest równie dobra) nie udźwignęłaby powieści tak wysoko, jak robią to świetnie wykreowane postacie. Jednak właśnie dla bohaterów i tych pokręconych historii czytam książki Kennedy.

W „Podboju” poznajemy lepiej Dean’a, który totalnie rozwala system. Wierzę, że połowie damskiej „publiczności” zrobiłoby się mokro, a druga połowa zemdlałaby z natłoku wrażeń, gdyby spotkała go w prawdziwym życiu. Dean z pozoru to osiłek, niewnoszący nic do rozmowy, ale w rzeczywistości jest totalnym przeciwieństwem osoby, za którą go postrzegają. Dean jest jak czekoladka z nadzieniem malinowym, najpierw dostajemy twardą, ale nadal słodką warstwę wierzchnią, jednak dopiero środek rozwala nasze kubki smakowe na części pierwsze i chcemy więcej, a najgorsze jest to, że tylko jedna taka czekoladka znajduje się w bombonierce. Nie wiem, jak Wy, ale ja kocham Dean’a, na ten moment Dean to mój ulubiony bohater stworzony przez Kennedy. Jest o wiele ciekawszą postacią niż Garetta, czy Logana.

Druga połówka naszego kochanego misia, która nie wzbudza we mnie takiej samej ekscytacji, co Dean, ale i tak jest prze genialnie wykreowana i jej zagrywki są godne uwagi, oczywiście piszę tutaj o najlepszej przyjaciółce Hannah, Allie Hayes. Jej pasją jest aktorstwo, a największą wadą i problemem jest uzależnienie od związku i bycie zależnym od kogoś. Właśnie ten „problem” prowadzi ją prosto w ramiona Dean’a, największego playboy’a na kampusie.

Każda historia ma swoje minusy, ta również je posiada, a mianowicie dwa. Jeden, który złamał mi serce i dlatego jest minusem (buuu, Elle Kennedy). A drugi jest związany z ojcem Allie, uważam, że cały motyw z jej tatą powinien być potraktowany inaczej i mniej dramatycznie, bez niego historia byłaby spójniejsza. Ale dobra już nie narzekam, bo naprawdę nie ma na co.

Bohaterowie z poprzednich części serii Off-Campus pojawiają się epizodycznie, ale każde ich pojawienie wynagradza ich brak przez większość powieści. Muszę jeszcze tylko wspomnieć Winstona, który rozkręca zabawę na całego – mały, ale wariat.

Jeżeli czytaliście wcześniejsze powieści Kennedy, to wiecie czego się spodziewać. Świeżość, jaką autorka wpuszcza na rynek wydawniczy jest godna uwagi i jeżeli nie czytaliście jeszcze nic z jej twórczości, to nie wiem, co tutaj jeszcze robicie, SIO do księgarni. Autorka pisze lekko i bez wysiłku, co doskonale widać w każdej jej powieści. Dialogi nie są wymuszone, a akcja płynie, jak miód w dolinie (taki żart).

Ostatnimi czasy wiele autorów mnie zawodzi, ale jest garstka, która nadal mnie zachwyca i przeczytam każdą książkę, która wyjdzie spod ich pióra i Elle Kennedy jest jedną z tych autorów. Brawo. Polecam bardzo jej książki.

Review Junkie, Ania


REAKCJA:

giphy-2

Za egzemplarz do recenzji, dziękuję wydawnictwu Zysk i S-Ka
Advertisements

2 thoughts on “#RecenzjaKsiążki: Podbój, Elle Kennedy

  1. Koneko pisze:

    Nie rozumiem, skąd ta nagonka na Podbój, wszyscy narzekają, że takie to „bez fabuły i tylko sam seks”. 😦 Dobrze, że chociaż Ty potrafisz się tą książką zachwycić jak ja. 😀 Dean to mój ulubiony bohater z całej serii Off-Campus. Uwielbiam Grahama, ale Dean rządzi ♥

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s