#RecenzjaKsiążki: Maybe Someday, Colleen Hoover

Maybe Someday, Colleen maybysobeday_500pxHoover, wyd. Otwarte

On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać


Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.

Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce…
„Maybe Someday” to opowieść o ludziach rozdartych między „może kiedyś” a „właśnie teraz”, o emocjach ukrytych między słowami i o muzyce, którą czuje się całym ciałem.

Colleen Hoover, mistrz mistrzów po raz kolejny pokazała, na co ją stać, pomimo tego, że przeczytałam Maybe Someday, Hopeless nadal jest u mnie na pierwszym miejscu. Maybe Someday, nie jest typowym romansem, jednak emocje towarzyszące tej książce są pięknie ujęte. Pasja, ból i unikatowość powieści sprawią, że nie pożałujesz sięgnięcia po nią. Mnie troszkę nie podeszła tematycznie, nie przepadam za tak dużym udziałem muzyki, jednak nie przeszkadzało mi to w odbiorze historii jako całości.

Już po kilku minutach czytania, zostajesz wciągnięty w dramat bohaterów i z każdą minutą będziesz się zastanawiać, co może się jeszcze stać. Książka ma parę zaskakujących momentów. I jak to bywa w typowej książce Colleen Hoover, na początku dowiadujemy się, co przydarzyło się głównej bohaterce, a dopiero w późniejszych rozdziałach jak do tego doszło i jak potoczą się jej dalsze losy.

Historia głównie skupia się na Sydney i jej mieszczance uczuć oraz Ridgu, muzyku, który wie jak rozgrzać kobiece serce, grając na gitarze. Oboje stwarzają idealny duet, on gra, ona śpiewa i pisze teksty. Oczywiście oboje się w sobie zakochują, ale ta miłość wcale nie jest idealna, ta miłość nie jest prosta, ta miłość boli i kuje w serce. Do tego Maggie, na serio, Colleen? Pokochałam ją tak bardzo, że w tej całej sytuacji jej było mi szkoda najbardziej. Ridge to dobry chłopak, ale kurde… Nie wiem… coś mi w nim przeszkadzało, był chyba za dobry. Bo to jedyna jego wada, jaką mogę znaleźć.

Cała książka oczywiście jest wspaniale napisana, podoba mi się w niej wiele rzeczy, może poza całą muzyką, ale rozumiem, musieli mieć jakiś „podtekst” do zbliżenia się. Lubię podczas czytania się pośmiać, a Maybe Someday zdecydowanie poprawiło mi humor 🙂

Warren i Bridgette, dla tych, którzy czytali Maybe Not, najlepsza para stulecia. Kocham Warrena #BookBoyfriend , jego uzależnienie od porno, robienie żartów i w pewnych sytuacjach bycie najmądrzejszym facetem w pokoju #geniusz.

Przez powieść przeplata się wiele emocji, nic nie jest czarno- białe, nie wiadomo co zdecydować, kogo lubić bardziej, jaka decyzja jest najlepsza, kto jest winny. Fabuła nie pozwala podjąć decyzji, pomimo tego, że od początku wiemy, komu jest poświęcona powieść  i jak prawdopodobnie się zakończy, to co się dzieje między początkiem, a końcem jest totalnym absurdem i zarazem prawdą. Bohaterowie są tylko ludźmi z emocjami, które grają na nich jak na instrumentach. Uczucia są jak ruchome piaski. Nie wiemy, kiedy w nie wejdziemy, ani kiedy zdecydują nas pochłonąć #mojemądrości.

Książka oczywiście już o tym wspomniałam, jest pięknie napisana, jak każda, która wychodzi spod pióra Colleen. Jednak w tym przypadku jest troszeczkę inna, może zaskoczyć, a nie musi. Podobała mi się, nie tak bardzo jak inne, ale jako fanka autorki musiałam ją przeczytać. Niekoniecznie wrócę do tej lektury, aczkolwiek na pewno zapadła mi w pamięć. Warto przeczytać tę książkę.

Review Junkie, Anna

Advertisements

3 thoughts on “#RecenzjaKsiążki: Maybe Someday, Colleen Hoover

  1. mało oryginalna pisze:

    Hm. Ja akurat uwielbiam akurat tę powieść CoHo, tak jak bardzo ale to bardzo nie polubiłam się z Hopeless to Maybe Someday skradło mi serce i duszę i wracam do tej pozycji cały czas 😀 Jestem ciekawa co powiesz w takim razie o Ugly Love tej autorki 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Review Junkie pisze:

      Ugly Love, dopiero przede mną, będę ją miała w rękach za jakieś 2 tyg 🙂 Ja natomiast często wracam do Hopeless, uwielbiam Sky i Holdena 🙂 Jakbyśmy wszyscy lubili to samo, to byłoby nudno 🙂

      Lubię to

      • mało oryginalna pisze:

        Haha to prawda 😀 Mnie Sky na przykład wkurzała, w ogóle mnie wszystko wkurzało, ale gdyby nie Hopeless pewnie nie sięgnęłabym po Maybe Someday, bo po tą drugą sięgnęłam żeby sprawdzić czy jest tak samo zła xD Dlatego dobrze się złożyło 😀

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s